Wyznania Kryształowego Dziecka


 

Mieniąca się Kryształowym Dzieckiem Jessica Schab w grudniu 2008 r. udzieliła wywiadu Kerry Cassidy w ramach Projektu Camelot. Jej doświadczenia życiowe są niekiedy dramatyczne, ale w sumie są wyjątkowo interesujące. Jeszcze ciekawiej przedstawia się jednak jej widzenie świata. Być może jest to pierwszy tak obszerny i z pierwszej ręki materiał na temat Kryształowych Dzieci, następnego pokolenia po lepiej znanych Dzieciach Indygo. Jessica, tak jak prezentuje się na tym 52-minutowym filmie, budzi pełne zaufanie widza, sprawiając wrażenie szczerej i skromnej osoby. W niniejszym opracowaniu został wykorzystany zapis tekstowy. Nie jest to jednak kompletne tłumaczenie, lecz same wypowiedzi Jessici zestawione w monolog. Całość została nieznacznie przeredagowane dla ułatwienia czytania. W kwadratowych nawiasach znajdują się uwagi tłumacza lub Kerry.





Jessica Schab – kadr z wideo

 

Obecnie mam 26 lat. Urodziłam się w Winterpeg (Kanada), ale w wieku 7 lat przenieśliśmy się na przedmieścia Vancouver. Dorastając, byłam bardzo, bardzo nieśmiała. W rzeczywistości nie pasowałam do otoczenia. Nie miałam przyjaciół w swoim wieku. Miałam natomiast mnóstwo adoptowanych przez siebie babć. Było ich 50. Nauczyły mnie robić na drutach, szydełkować i innych tego rodzaju rzeczy. Dużo czasu spędzałam na kreskówkach.

Pamiętam jak w szkole mówiłam takie rzeczy jak ‘Aniołowie są obcymi’ i ‘Obcy to aniołowie.’ Inne dzieci wyśmiewały to. Sama nie wiem, dlaczego to mówiłam. Było to niczym channeling, ale nie byłam tego świadoma. Dzieliłam się tymi informacjami, a działo się to jeszcze zanim dowiedziałam się, co przydarzyło się mojemu ojcu. Ojciec był bardzo chłodny. Żył w świecie, którego wtedy nie znałam. Mówił też o rzeczach, których wcale nie rozumiałam. Ale był bardzo, bardzo namiętny, a także czuły. W szkole byłam trochę nieufna. Nie lubiłam być uczona co myśleć, zamiast jak myśleć. To ciągle we mnie tkwiło. Zauważyłam, że są rzeczy, o których nie uczą nas w szkole. Na przykład, w 8-mej klasie, tj. pierwszej klasie gimnazjum mówiono nam, że jedynymi rodzajami materii są gaz, ciało stałe i płyn. Podniosłam rękę i powiedziałam: A co z plazmą? Wie pani, co powiedziała nauczycielka? Za karę zostaniesz po lekcjach.

Punkt zwrotny przyszedł, gdy miałam 16 lat. Była to tragedia. Moja siostra odeszła. Wtedy, ach [Jessica mówi to bardzo cicho], jej przyjaciel prowadził samochód po pijanemu – trafiło akurat na moją siostrę. To był po prostu jej czas i...

W tamtym okresie byłam bardzo przybita. Moje myślenie zasadzało się na chrześcijaństwie, w takim sensie, że myślałam, że każdy, kto chodzi na prywatki, zażywa narkotyki itp. jest zły i nie chciałam z takimi rozmawiać. Nie wszyscy chrześcijanie tak myślą, ale ja tak właśnie to interpretowałam.

Tak więc, kiedy odeszła, byłam na pogrzebie i tam słyszałam, co mówili o niej jej przyjaciele. Mówili o niej jako o wspaniałej dziewczynie, jakiej w ogóle nie znałam, gdyż odtrąciłam ją przez swoje twarde osądzanie. Właśnie wtedy przyrzekłam sobie, że nigdy już nie będę osądzać ludzi według tego, co robią. Bo to nie świadczy o tym, kim naprawdę są. Robią to dla doświadczeń, po które tu przyszliśmy.

Odejście mojej siostry zaczęło okres spustoszenia w mojej rodzinie. Matka podupadła na zdrowiu a ojciec doznał wylewu! Rodzina rozpadła się. Brat poszedł na uniwersytet, drugi brat – do domu opieki. Staliśmy się bezdomni. To była dla mnie trauma, wydawało się niemal nierzeczywiste.

Krótko po odejściu siostry tata powiedział mi: Ona wróciła. Ona zaczęła z nim rozmawiać. Powiedziała, że żyć w obecnych czasach to bardzo ekscytująca rzecz. Wszechświat jest jak wielki ogród. Prowadzi się tutaj intensywne doglądanie upraw. Wróciłam, aby was powiadomić, że pewni członkowie rodziny zostali powołani do specjalnej misji.

 Była rodzajem wstępu do przyjścia całej grupy innych istot. Po niej do ojca przychodziły anioły, duszki natury, Wzniośli Mistrzowie i istoty pozaziemskie. Początkowo objawiała się tylko mojemu ojcu. Było to dla niego prawdziwym szokiem. Musiał się z tym podzielić z rodziną, gdyż jak sądzę wtedy nie wiedział, co z tym zrobić.

Ciekawą rzeczą w przyjściu siostry było to, że ona wróciła z innego wymiaru. Media mogą rozmawiać tylko z ludźmi, którzy umarli, ale jeszcze nie przeszli dalej. Ona przeszła. A potem wróciła z piątego wymiaru. Tata opisywał ją jako bardzo, bardzo jasną istotę z białego światła. Niczym anioł. Mówił, że miała jej osobowość, gdyż zachowywała się jak dawniej: Patrz, Tata! Czyż nie wyglądam ładnie?

Jak zareagowałam na słowa ojca? Czułam się zraniona, bardzo mnie to zasmuciło. Ponieważ ona niedawno odeszła, było to jak sól na tę otwartą ranę. Coś w stylu: Ha, ha. To w ogóle nie jest śmieszne, Tato. Szczególnie dlatego, że po tym wylewie on nie wiedział kim jesteśmy. Nie mógł pracować. Czułam się jak gdybym straciła ojca. I w tej sytuacji mówi mi takie rzeczy. Zwariowałeś! Nie wiesz, co mówisz. Wprawdzie po wylewie miał pewne trudności z wysławianiem się, ale potrafił przekazać to, co chciał.

Zatem początkowo odrzuciłam to wszystko jako nierealne. Trudno było mi szybko otworzyć się na takie rzeczy, gdyż naprawdę bardzo, bardzo chciałam być normalna. Hmm. A taką nigdy nie miałam się stać. Zajęło mi sporo czasu, by do tego dojść. Tymczasem on bardzo chciał opowiedzieć mi o swoich przeżyciach i o tych wszystkich istotach, które przychodziły, i o tym, co mówiły. A one mówiły wiele na mój temat. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Naprawdę, nie chciałam mieć nic z tym wspólnego. Szłam do biblioteki albo księgarni, a z półek zaczęły spadać książki – wszystkie o tej samej tematyce i z informacjami, o jakich te istoty mówiły ojcu. Książki spadały mi dosłownie wprost pod nogi! Ponieważ byłam wciąż z tym swoim chrześcijańskim nastawieniem, traktowałam to jako „diabelstwo,” uciekałam jak maniaczka. Idę ulicą i podchodzą do mnie ludzie, znajomi i nieznajomi, i podają mi książki – o takiej samej treści. Co ciekawe, gdy pytałam niektórych z tych ludzi Dlaczego dajesz mi tę książkę?, odpowiadali Nie wiem. Jak można nie wiedzieć, dlaczego dajesz komuś książkę? No, o ile nie jesteś natchniona. Ale i tak nie zajrzałam do tych książek. Zmusiło to owe istoty do jeszcze większej natarczywości. Lubię mówić o tym: Anielskie kopnięcie w tyłek.

Pracowałam w przemyśle filmowym. Zaraz po śmierci siostry opuściłam szkołę, ponieważ moi rodzice nie mogli pracować. Myślałam, że normalnością jest dostać rolę zaraz po przyjęciu do pracy. Następnego dnia pytam Kiedy dostanę moją rolę? Oni: Nie dostaniesz! Wykonywałam dodatkowe prace: grałam, robiłam za kaskadera, zastępowałam aktorów w przygotowaniach do kręcenia, przygotowywałam dekoracje. Byłam członkiem ekipy. Wykonywałam wiele różnych prac i to mnie właśnie zawsze interesowało – poznawanie wszystkich tych różnych perspektyw...

Podczas spektaklu „Dochodzenie da Vinciego” podszedł do mnie facet, którego nigdy w życiu nie widziałam i pyta: „Masz na imię Jessica?” „Uhum” – potwierdziłam skinieniem głowy. „Czy nazywasz się Schab?” „Tak.” „Czy imiona rodziców to Rosanne i Terry?” „Tak. Skąd to wszystko wiesz?” On zaś: „OK. To dla ciebie” i wręczył mi wszystkie te taśmy wideo na temat CIA, tajnej milicji, nagrania Davida Icke, Jordana Maxwella, Alexa Collier i innych [Jessica śmieje się]. Zdałam sobie sprawę z tego, że to nigdy się nie skończy. Coś próbuje zwrócić moją uwagę i będę musiała się poddać.

Obejrzałam nagrania i byłam po tym bardzo przygnębiona. Tym bardziej, że musiałam odrzucić wszystko to, o czym myślałam, że rozumiem. A ta nowa wiedza mówiła o ogromnym, strasznym spisku – o tym, że wszyscy jesteśmy skazani na porażkę. Wiesz, chodzi o tę trwającą grę kontrolowania ludzkości na olbrzymią skalę. I nic nie możesz z tym zrobić, gdyż nie masz ani władzy, ani pieniędzy, ani w pewnym sensie głosu.

Po tych wideo i takich odczuciach przygnębienia w obecności powtarzających się pojawień Plejadan mówię: Tata, OK. Kim są ci Plejadanie? Dlaczego chcą się ze mną skontaktować?

Teraz zaczęłam szukać. Naprawdę słuchać, co tata mówi. Wprawdzie nie byłam całkiem otwarta na to wszystko, ale też nie byłam zamknięta. Myślałam: To jest moje doświadczenie. Niezależnie z jakiego powodu, życie przybrało taki obrót, więc musi być ku temu powód. Powinnam więc zbadać tę sprawę.

Miałam wtedy bodajże 17 lat. Rok później tata zaczął opowiadać o swoich przeżyciach. Okazało się, że w rzeczywistości znał te sprawy jeszcze przed wylewem. Teraz to dla niego tylko większa skala. Ale dowiedziałam się też, że kiedy miał 8 lat, został zabrany na UFO i widziała to również cała rodzina na farmie. Oni wstawili mu do mózgu chipa (układ scalony). On sam zaś do niedawna nie wierzył, że był tam chip; myślał, że to był sen czy coś takiego.

Ojciec wspominał, że był w szpitalu, przed wylewem, jak sądzę. Była tam kobieta w roli pielęgniarki, którą jednak nie była, gdyż od razu podeszła do taty i powiedziała: Musisz stąd wyjść. Jeśli oni planują zeskanować ci mózg... Jeśli zrobią Ci skanowanie, znajdą chipa. Przyniosła mu jego ubrania. Tata: Chwileczkę! To on tam naprawdę jest? Ona: To nie może się zdarzyć. Pośpiesz się. Czas wychodzić. Ale mój tata nie zdążył wyjść. I kiedy mieli zacząć skanować jego mózg w całym szpitalu nastąpiła przerwa w dostawie prądu, a gdy prąd powrócił, maszyna skanująca nie działała. Ale kiedy zaczęła działać, działała na wszystkich, tylko nie na nim. To umożliwiło mu ucieczkę ze szpitala. Tata później wrócił, by dowiedzieć się kim była ta kobieta, porozmawiać z nią. Ale jej nie było. Widział ją tylko tamten jeden raz. Przepadła.

W rzeczywistości tego rodzaju zdarzeń było kilka. Bywało, że ci ludzie przychodzili pod nasze drzwi, a tata mówi: Jess, idź, pójdź za nimi. Szłam, a oni zwyczajnie znikali! [Jessica wzrusza ramionami i unosi ręce]. Rozpływali się w powietrzu. Skręcam za róg i widzę ich ... puf!

Tata miał więcej doświadczeń. Widywał te istoty cały czas. Mógł znajdować się na parkingu i nagle wokół niego znajdują się wszystkie te anioły. Miał mnóstwo takich zdarzeń. Zawsze starał się nam wyjaśniać je i było to nadzwyczaj fascynujące.

Co wcześniej robił mój ojciec? Był biznesmanem. Miał własne przedsiębiorstwo nazywane Beverly Hills Homes, które prowadził z matką. Dobrze im się wiodło. On był mistrzem od wielu rzeczy – taka złota rączka. W Winterpeg budował domy. Projektował je pod względem architektonicznym, ale także wykańczał – stolarka. I były to piękne domy. Mam miłe wspomnienia z jednym z nich, Castle House. Był też chemikiem. Wynalazł ‘naprawialny cement’. Ponieważ był uczciwy i ufny, w końcu ktoś mu ten pomysł ukradł i zabrał do Chin. To zdruzgotało moją matkę. Stracili wszystkie pieniądze; nie zostało nic. W późniejszych latach ojciec robił meble, nieprzeciętnie ładne meble.

Kiedy zaczynałam zdobywać wiedzę o ET (kosmitach), byłam jeszcze zła na ojca, ponieważ on odszedł z kościoła, a ja wciąż byłam wtedy chrześcijanką. Próbowałam nią być. Chodziłam do różnych kościołów i zaczęło mnie to irytować, gdyż nie mogłam znaleźć takiego, gdzie dobrze bym się czuła. Postanowiłam przyjrzeć się różnym religiom. Wciąż nie znajdowałam nic dla siebie. Czegoś brakowało. Zwróciłam się ku mistycyzmowi, gdyż wydawało się, że jest to coś związane z tym, o czym mówił tata i co owe istoty próbowały mi przekazać. Ale i na tym kierunku nie znajdowałam swojego miejsca. Wiedziałam jednak, że pewnego dnia będę wyjaśniała to ludziom, dlatego postanowiłam zgłębić jeszcze ateizm. I znów to samo – nie pasował mi. Jednakże, nie mogłam też zaprzeczyć żadnemu z tych kierunków, gdyż wydawały się stanowić kawałki mnie. Zaczęłam więc ogarniać je wszystkie. Zrozumiałam, że nie jestem tylko jedna, zaś zaszufladkować się do jednego kierunku znaczyłoby bardzo źle się sobie przysłużyć.

Powoli uzyskiwałam nowe wglądy i dopiero wtedy zaczęłam postrzegać świat inaczej. Codzienne, małe rzeczy zaczęły stawać się prawdziwie wielkimi. Na przykład, pewnego razu przyszłam do domu mocno zdenerwowana tym powtarzającym się problemem. Dlaczego to ciągle mi się przydarza? I, to zabawne, po dziś dzień ciągle nie wiem, co to jest. Ale przyszło mi do głowy: może boggle [gra polegająca na losowaniu kostek z literami, w których wyszukuje się słowa]. Ruszaj do gry – startuj. Co to wszystko znaczy? Spróbujmy czegoś całkiem innego. Potrząsnęłam pudełkiem i znalazłam coś koło dziesięciu słów. Nie bardzo wiedziałam, jaki to ma sens. Wstałam i odwróciłam się, żeby odejść i w tym momencie spojrzałam na układankę z innego kąta. Zobaczyłam kilka innych słów. Przesunęłam się, by po spojrzeć pod jeszcze innym kątem. I znów widzę więcej słów. W ten sposób, patrząc pod różnymi kątami znalazłam chyba 55 słów.

No, teraz wiem, dlaczego ten mój problem ciągle mnie nęka. Patrzę nań tylko z jednej perspektywy, pod jednym kątem. Zastanawiałam się: Skąd to rozwiązanie do mnie przyszło? I wtedy w głowie pojawiło się: Pozwól, że się przedstawimy. Jesteśmy twoimi przewodnikami. Te osobowości nigdy nie przejawiały się tak, jak w przypadku mojego ojca. Kiedykolwiek próbowałam pytać ich, kim właściwie są, otrzymywałam inną odpowiedź. W pewnym momencie myślałam, że się ze mnie naigrywają. Ale w pewnym sensie oni nie chcieli zostać zaszufladkowani pod etykietami.

Przedstawiłam się tutaj jako Kryształowe Dziecko. Ale, jak wiesz, jest też Dziecko Indygo, Pracownik Światła, Gwiezdny Zalążek i po prostu Jessica. Wszystko to są etykietki. Jeśli się temu przyjrzeć, są to kawałki nas. Chodzi mi o to, że np. w szkole nauczyciele ciągle mówili mi, że jestem głupia i ja w to wierzyłam. Dano mnie do specjalnej klasy ‘mniej zdolnych,’ gdyż miałam poważną dysleksję i uczyłam się zupełnie inaczej niż inni. Nie postrzegałam rzeczy tak jak oni. Ponadto, nie ciekawiło mnie to – było po prostu nudne. Taka sytuacja nie pobudza duszy, a raczej głodzi tę część nas. Tak więc, wszyscy, uczniowie też, traktowali mnie jako głupią. I to był mój paradygmat. Aż pewnego dnia zaświtało mi, że czyjaś opinia o mnie nie musi być moją rzeczywistością. I wtedy wszystko się zmieniło. Nikt już nie widział we mnie głupiej. Nie znaczy to, że nic nie pozostało z tamtego przeświadczenia. Wszystko to są różne aspekty, które składają się na ludzką istotę. Odtąd nie mogłam już osądzać nikogo, gdyż w każdym widziałam siebie – niezależnie co zrobili.

Jednak to, co rzeczywiście pchnęło mnie na następny poziom to... [Jessica waha się.] Hmm, ciężko mi o tym mówić. Ale jest to bardzo ważne. Otóż, mimo że zaczęłam się otwierać na postawę taty, ciągle mnie to denerwowało i to bardzo. To dlatego, że mimo iż wszystko to było bardzo ekscytujące, bardziej niż czegokolwiek innego chciałam mieć po prostu normalnego tatę, a nie kogoś straconego dla tego świata. Ciągle jest się dzieckiem i potrzebuje wsparcia. Dlatego też trochę wzbierają we mnie emocje, gdy o tym mówię.

W dzień Bożego Narodzenia zebrała się cała rodzina. Poczułam się tak urażona i zła na ojca, że powiedziałam mu: Nienawidzę cię. Lepiej żebyś już umarł. I on to zrobił. Tydzień później miał wylew krwi do mózgu. Robiono mu operację, ale już z tego nie wyszedł.

Jak myśli kreują rzeczywistość wiedziałam już zanim ukazało się What the Bleep. Tę wiedzę dostarczały mi ‘byty’ taty. Siadywałam i słuchałam, co mówią. Wiedziałam, że za tym, co dajemy z siebie stoi ogromna odpowiedzialność, gdyż jest to tak potężna siła, że w pewnym sensie jest to magia.

Z powodu tego, co powiedziałam ojcu, byłam zdruzgotana poczuciem winy, bardzo zła na siebie i na te byty, które pracowały ze mną. Myślałam, że wybrały niewłaściwą osobą do wykonania tej misji, jako że okazałam się niegodna. Bo widzisz, mówi ci się, że masz tę ogromną moc kreowania swojej rzeczywistości za pomocą myśli, więc masz zważać na nie. A ty idziesz i mówisz coś takiego, tak niewiarygodnie nieroztropnego. Początkowo też nie brałam pod uwagę faktu, że ojciec miał przecież swobodę wyboru: umrzeć albo żyć. Po tym wydarzeniu nie chciałam mieć nic do czynienia z tymi istotami – po prostu dlatego, że czułam się tak obolała po tym, co zrobiłam, że, jak już mówiłam, czułam się kimś niegodnym. Ale oni nie zostawili mnie w spokoju. Powiedzieli: Nie rozumiesz.  Patrzysz tylko z jednej perspektywy. Jesteś dla siebie bardzo twarda, a to nie jest potrzebne. Nie rozumiesz, co się dzieje na poziomie duszy. Chociaż powiedziałaś mu w złości to, co powiedziałaś, na poziomie duszy mówiłaś: „OK, Tata, możesz już odejść. Poradzimy sobie.” Mówili też, że miałam z nim umowę o tym, że pomogę mu odejść, gdy przyjdzie ten czas. I że on naprawdę chciał odejść, ale nie chciał odchodzić dopóki nie miał pewności, że poradzimy sobie. Więc ja zrobiłam po prostu to, co trzeba.

Tym sposobem jakoś sobie przebaczyłam. Ale jego odejście zrujnowało moją matkę. Do tej pory nie wyszła z tego. Najstarszy brat, który był świadkiem tego wszystkiego, po prostu oddalił się od rodziny. Nie wiem, czy do dziś wybaczył mi to, co wtedy powiedziałam Tacie, gdyż on nie może tego zrozumieć czy postrzegać w taki sposób jak ja.

Drugi mój brat też był zły na Tatę. W rzeczywistości nawet mówił, że nie jest zadowolony z tego, że Mama jest z Tatą. Ale Steve był za młody, żeby rozumieć, co się dzieje.

Po śmierci ojca kontakty z tymi istotami uległy nasileniu. Czułam bardzo, bardzo wyraźnie, że jestem prowadzona. Nagle pojęłam, że on zasiał we mnie wiele ziaren, a ja powinnam teraz zająć się nimi. Powinnam zapewnić im światło i wodę...

Czy dzieliłam się swoim przeżyciami? Mogłam to robić jedynie z moją matką. Rodzeństwo w ogóle nie było na te sprawy otwarte. Przyjaciół wtedy nie miałam, dlatego usiadłam do komputera licząc, że znajdę kogoś, kto ma podobne doświadczenia. Ktoś musi o tym wiedzieć. Nie może być tak, że jestem wyjątkiem! I wie o tym wyłącznie moja rodzina! Ale są te wideo z Davidem Icke, Alexem Collierem itp. Oni mówią do ludzi, wynajdują ich. Może więc i ja zrobię to samo.

A ilu ludziom się coś takiego przydarza i którzy czują się w tym osamotnieni? Takich, którzy nie mogą się tym dzielić, gdyż myślą, że są pomyleni? Albo myślą, że nikt ich nie zrozumie? A jest to sytuacja naprawdę przykra i niesprawiedliwa. Bo widzisz, mamy prawo dzielenia się tym, co jest wewnątrz nas i wyrażania tego.

Tym się kierowałam spędzając wiele nocy na próbach znalezienia kogoś. Na próżno. Którejś nocy padłam ze zmęczenia przed komputerem. Gdy się zbudziłam w środku nocy, na ekranie komputera zobaczyłam coś takiego: „Spotkaj się z innymi Star-Seeds i Light-Workers (Gwiezdnymi Zalążkami i Pracownikami Światła).” Aaach... Oto żyła złota!

Skontaktowałam się z nimi wszystkimi. Od razu bardzo dobrze się rozumieliśmy, jak gdybyśmy znali się całe życie. Po prostu wiedziałam tak wiele o nich. W rzeczywistości sama nie wiem skąd to się brało, ale było tak silne. To były ekscytujące momenty. Postanowiłam wyjechać, by się z nimi spotkać. Zaczęłam się przygotowywać, a to przestraszyło moją matkę, gdyż pierwszą osobą, z którą chciałam się spotkać był chłopak. No wiesz, mężczyzna mniej więcej w moim wieku. I myślisz sobie, że skoro jest otwarty na taką wiedzę, mógłby... To musi być Ten Jeden! Rówieśnik, przeciwna płeć. Czego więcej trzeba?!

Mamie powiedziałam, że jadę do Francji, aby spotkać się z tym chłopakiem, z którym nigdy się nie widziałam, ale którego kocham i zamierzam pojechać, mimo że to ma kosztować, jak wszyscy mi mówią, przynajmniej trzy tysiące dolarów. Ja powiedziałam: Pojadę za mniej niż 900. I tak się stało.

Kiedy zadzwoniłam do agencji podróżniczej, powiedziano mi: Nie mamy nic – ach, z wyjątkiem tego..., co właśnie wyskoczyło. Ktoś przesuwa termin z teraz o trzy tygodnie. Cena: 850 $. Ja na to: O to mi właśnie chodziło!

Tego rodzaju przypadków było więcej. Pozwalałam rzeczom przychodzić do mnie. Polega to na głębokiej wierze. Przewodnicy po prostu nakierowują cię. To coś takiego, jak Biały Królik z „Alicji w krainie czarów.” Tak właśnie to wygląda. Wiesz po prostu, co robić, wiesz, że się uda i możesz doprowadzić do tego. To, czego mnie nauczono mogę teraz wykorzystywać w celu odwrócenia mnóstwa uwarunkowań-zaprogramowania, które nakłada się na nas, gdy jesteśmy młodzi. To coś na kształt NLP [Programowanie Neuro-Lingwistyczne] – przeprogramowywanie własnych wierzeń i przekonań (o ile są własnymi), czy skąd one pochodzą, i wykorzystywanie ich w celu wkraczania coraz głębiej w obszar własnych mocy.

Skoro te istoty mówią, że jesteśmy nieskończeni i że jesteśmy owymi pięknymi kulami światła, to ja chcę tego doświadczyć. Chcę to poczuć. A o tym nie można tylko przeczytać. Musisz to ucieleśnić. Do takiego właśnie rozumienia doszłam. Żadnego modlenia się, żadnego oczekiwania z nadzieją na pokój i miłość – zdecydowałam, że stanę się tym.

Wiesz, w życiu dochodzi do takiego punktu, że wybierasz pomiędzy tym czy chcesz iść do domu, czy stać się domem. I dalej: czy sprowadzi to dom każdemu z jego mieszkańców? Oto czym jest dla mnie The Shift [przeskok świadomości].

Jeśli chodzi o odwiedzające mnie istoty, one nigdy nie były zbyt konkretne. Kiedy zdawało mi się, że to Plejadanie, nagle okazywało się, że to coś innego. Nigdy nie było tak, żebym mogła powiedzieć: to jest Jezus, a to Budda. Nigdy tak nie było. Raczej była to jakaś fuzja, zlewanie się ich wszystkich w samego Boga. Boga odgrywającego wszystkie te role i przemawiającego do nas w takiej postaci, która odpowiada naszemu systemowi wierzeń. Tak zawsze do tego podchodziłam, rozumiejąc też, że ci obcy są cząstkami nas samych.

Nie ograniczałam się do sprawdzania tych spraw na swoim życiu (i nie przeszkadza mi dzielenie się tymi przeżyciami z innymi, gdyż są one dość różnorodne i naprawdę ciekawe, a widać to szczególnie dobrze jeśli ludzie zaczynają sami sprawdzać i potem dzwonią do mnie pełni zdumienia). Na przykład, w kontaktach z kosmitami stwierdziłam, że czas nie istnieje – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są iluzją; one istnieją jednocześnie. Czas, w pewnym sensie jest zbiorem kadrów [Jessica pokazuje rękami kwadrat]. Ta kamera [nagrane nią wideo] w rzeczywistości nie porusza się – jest zbiorem kadrów. Ruch jest sztuczką oka. To samo dotyczy też naszego umysłu – sprawia, że postrzegamy ruch i czas.

My zostaliśmy nauczeni wierzyć w czas, w liniowy czas. Oznacza to, że istnieją różne aspekty nas – nas, którzy jesteśmy porozrywani. Dlatego przyszłe wersje nas zależą od ukierunkowania naszego myślenia.

Na przykład, Szaraki [pewna rasa kosmitów] (nie twierdzę, że wszystkie Szaraki są takie), jak się dowiedziałam, w rzeczywistości wcale nie są szare. Po rozbiciu się [ich statku] przeprowadzono sekcję zwłok i stwierdzono, że ich szara skóra ma właściwie nasz kolor. Natomiast te ich wielkie oczy były właściwie goglami. Oni są wersjami nas w przyszłości.

Kiedy ludzie odczuwają ich, odbierają ich jako bardzo chłodne istoty i w pewnym sensie wyrachowane. A to jest niemal jak ta wersja nas samych, naszego kolektywnego myślenia. Mamy znieczulicę wojenną, klonowanie, inżynierię genetyczną, chemiczne związki w powietrzu – to wszystko czyni nas troszkę oddzielonymi od tego, kim naprawdę byliśmy. Bo, wiesz, niektórzy ludzie powiadają, że Szaraki w rzeczywistości nie czują, nie mają emocji. A jest to aspekt nas samych.

Jeśli każesz małemu dziecku narysować obcego, zawsze będą to Szaraki o wielkich oczach. To, co właśnie zrozumiałam dzięki tym istotom, to fakt, że oni wrócili, aby niejako zapobiec naszemu pójściu tą [ich] drogą. To brzmi bardzo dziwacznie, bo jak może coś przyjść z powrotem do nas z przyszłości skoro nie istnieje podróżowanie w czasie?

Jest wiele takich przypadków, że stary człowiek, który całe życie palił papierosy i teraz ma z tego powodu dziurę w gardle, czuje potrzebę pójścia do szkoły podstawowej, aby powiedzieć dzieciakom: Nie palcie, proszę, ponieważ skończycie tak jak ja. Tego rodzaju pobudkę widziałam u Szaraków.

Potem zdecydowałam pobawić się z innymi rasami. Co z gadami? Dlaczego ludzie widzą gady [kosmitów-gady]?

Z mojego punktu widzenia, wszystko ma początek wewnątrz nas. To, co dzieje się w nas, znajduje lustrzane odbicie na zewnątrz. Wewnątrz naszego umysłu trwa wojna i stąd trwa wojna na zewnątrz. Nawet nasze ciało naśladuje to wewnątrz. Czym jest rak? W istocie to tylko sytuacja, gdy jedna komórka nie rozpoznaje innej, która znajduje się w tym samym zespole. No i dlatego walczą. I jest to dokładnie tak jak z Amerykanami i Irakijczykami. I to rozgrywa się wciąż i wciąż od nowa. Buddyści zawsze mówili: spokój umysłu i jasność myślenia właśnie dlatego, że... O jej! Nie, nie będę odbiegać od tematu. Muszę na to uważać.

Skąd mam taką wiedzę? Trochę z internetu, ale szczerze mówiąc zasadniczo przychodzi ona do mnie sama. Gdybym próbowała czytać, otrzymałabym inne treści. To prawie tak, jak gdyby ten koś, kto natchnął autora tekstu mówił do mnie. Wiesz, podczas czytania jest jeszcze pod-tekst – czyta się między wierszami. Jest tam całe zupełnie inne przesłanie. W taki mniej więcej sposób zawsze odbieram. Nigdy nie potrafiłam czytać czy oglądać filmu tak jak wszyscy inni. Nigdy nie docierało do mnie to, co do innych. Zawsze otrzymywałam coś zupełnie innego. Nigdy nie postrzegałam rzeczy tak jak każdy inny. Tak samo było też z gadami. Nie postrzegam ich tak jak inni. Widzę ich jako przejawienie w naszym umyśle. Ma to związek z gadzim mózgiem. Tam kryje się ego i stamtąd pochodzi 90 % negatywnych rozmyślań – tego czynnika w naszym umyśle odpowiedzialnego za skłonność do panowania.

Ale nawet ego nie postrzegam jako coś złego. Widzę w nim coś, co desperacko stara się o naszą uwagę i czuje się w obowiązku chronić nas. I wykonuje ono dobrą robotę, ale tylko do punktu, kiedy zaczyna zastanawiać się, dlaczego potrzebujemy jej [ochrony]. Wtedy potrzebujemy ochrony przed ochrona, a to znajduje odbicie w naszym społeczeństwie, w naszym systemie. Ego jest dla ochrony. Ale teraz potrzebujemy ochrony przed nim. Nawet Plejadanie są odbiciem nas w przyszłości. Jeśli wstąpimy w nasz potencjał, nasze nieskończone możliwości, wtedy przejawia się nam owa potencjalna rzeczywistość.

Tak więc, wszystko to [Jessica gestykuluje] jest ustanowione dla nas. I tylko od każdego z nas zależy, czy podejmiemy wewnętrzną pracę. I to my jesteśmy odpowiedzialni, gdyż jesteśmy naszym własnym samo-spełniającym się proroctwem. Tym właśnie jest ludzkość i to się z nią dzieje.

Gdy owe byty przychodzą do mnie, prowadzimy coś na kształt rozmowy. Rzucam im wyzwania. Zawsze lubię kwestionować ich przekazy i przekomarzać się z nimi, gdyż wydaje się, że to naprawdę stymuluje ich do pojawiania się, do spotykania się z twoim wewnętrznym dzieckiem i tą kreatywnością.

Chciałam też wiedzieć, dlaczego oni robią to wszystko. Jakie kryjecie za tym intencje? Od razu potrafiłam rozróżnić tych, którzy próbowali rządzić poprzez wywołanie w tobie określonego nastawienia względem siebie samej i otaczającego świata. Chodzi o to czy się boisz i czy powinnaś jakoś się zabezpieczyć, czy może czujesz się bardziej wyzwolona i bardziej współczująca i kochająca. Na tej podstawie możesz rozszyfrować każde przesłanie, każdą rzecz, z którą masz styczność

Nie traktuję tych bytów jako konkretnych niezależnych jednostek, lecz jako aspekty mnie samej, czy ciebie – kogokolwiek. Skupianie się na nich jako jednostkach byłoby dla mnie do pewnego stopnia zakłóceniem. Na przykład, ludzie toczą ciągle spory o Jezusa – czy istniał naprawdę, czy nie? A to w rzeczywistości nie jest istotne. Ważne jest przesłanie, nauki. To jest pełniejszy obraz. I na to zawsze zwracałam uwagę. Weźmy takiego Luke Skywalkera [bohater filmów Gwiezdne Wojny]. On jest nierzeczywisty, ale jakże szeroko dociera do ludzi i inspiruje ich. W taki sposób zawsze podchodziłam do wszystkich takich spraw; po prostu sięgałam od razu do samego sedna sprawy.

Jaka jest moja misja? Hmm. Faktycznie ona nie istnieje. Pewnym wyzwaniem jest sytuacja, gdy szukasz i nie znajdujesz miejsca, które miałoby etykietkę To jest właśnie dla Jessici.

Tak więc, oni mówili mi, że to czy tamto mogę sama stworzyć. Mogę tworzyć z kawałów, które nabywam. Mam dzielić się ze światem swoją perspektywą widzenia. Ale nie tylko po prostu o tym opowiadać, lecz raczej być tym i przez to inspirować ludzi do poszukiwania własnej prawdy. Nie mam mówić: Powinniście wierzyć w to, w co ja wierze, gdyż ja mam rację a wszyscy inni błądzą. Mam szanować to, z czym każdy przychodzi. Niechaj oni ufają sobie, w to, że mają odpowiedzi wewnątrz siebie, że nie koniecznie musimy naśladować i zależeć od innych ludzi, jeśli chodzi o odpowiedzi. Bo w rzeczywistości taka właśnie postawa w pierwszym rzędzie dowiodła nas do tego bałaganu. Poświęcamy naszą energię dla ludzi lub bytów, którzy niekoniecznie mają nasze dobro na uwadze. Ale i w takim przypadku powinniśmy zadawać sobie pytania: Dlaczego oni tak postępują? Skąd to się bierze? Która część nas jest aż tak autodestrukcyjna, że dopuszcza, byśmy to robili?

Otrzymałam wiele informacji o roku 2012 i o tym, co może się stać w przyszłości. Ale zawsze odrzucam rzeczy typu ‘Koniec świata’. Jednak rozumiem dlaczego ludzie widzą czy postrzegają w tym koniec świata. Bo faktycznie jest to koniec starego stylu życia, bycia i myślenia, które praktykowaliśmy od całkiem dawna. Z tego powodu dla wielu ludzi, którzy nie mają wyobraźni, którzy nie mogą wyjrzeć poza ten styl, jest to prawdziwy koniec.  Ale w rzeczy samej jest to coś daleko wykraczające poza to, o czym kiedykolwiek marzyliśmy. Najlepiej rozumieć to w myśl maksymy ‘Prawda jest dziwniejsza niż fikcja.’

Przeżyjemy na własnej skórze te ‘paranormalne’ zjawiska, które w ogóle nie są paranormalne. To tylko przeciekanie tego, kim naprawdę jesteśmy. Wychodzenie na wierzch na wszelkie sposoby. I będzie się to działo coraz częściej. Ludzie zaczną po prostu rozpoznawać jeden drugiego. A wojna nie będzie mogła dalej trwać, ponieważ jeśli zranię ciebie, ja natychmiast będę czuła ból. Powiedzmy, że uderzę cię w ramię; zaraz poczują to w swoim ramieniu. To ludzi początkowo przerazi, gdyż nikt nas nie uczył tego w szkole. Obecnie ta wiedza jest jeszcze przekazywana niejako na ucho. W świecie jest to tabu, ale już zaczyna powracać.

Ludzkość przez tak długi czas pozostawała w stanie amnezji, niepamięci, a teraz zaczyna się budzić na to, co właściwie zawsze wiedzieliśmy. A jest to coś wielowymiarowe. Jest to pamięć nie tylko przeszłych wcieleń, ale też przyszłych, wielowymiarowych żyć, międzywymiarowych żyć, żyć pomiędzy wcieleniami. Będziemy w stanie orientować się w tym wszystkim i rozumieć to.

To, co się dzieje teraz, to wstęp prowadzący do tej nowej świadomości. Nie należy przywiązywać się lub zamknąć w jednym systemie wiary. Nie istnieją żadne ograniczenia, są tylko przekonania, wierzenia. Musimy zawsze wychodzić poza nie.

Ja osobiście nie miałam wielu przeszłych żyć. Wiem, że byłam człowiekiem na tej planecie. Przeważnie byłam przewodnikiem w sferze eterycznej. Dlatego i teraz jestem tutaj po to, by pomagać ludziom zrozumieć ich przewodników i mechanizmy, jakie używają w swej pracy, oraz wszystkich sposobów, na jakie próbują dotrzeć do nas i przekazać swoje przesłania.

Jeśli chodzi o moje przeszłe wcielenia, miałam jedno na Atlantydzie i jedno we Francji. Nie jest to wiele. Wcielić się w ludzkie ciało to rzecz dziwaczna – choćby z racji przyzwyczajania się do świata fizycznego i materialnych rzeczy. Jednak urodzić się w fizycznej postaci na Ziemi w tym czasie to ogromny honor.

Zaprowadzono mnie do miejsca, gdzie widziałam kolejki dusz, które po prostu nie mogą się już doczekać urodzenia na Ziemi w tym czasie. Właśnie dlatego planeta ta jest przeludniona. Jest to wynik ekscytacji wszystkich dusz.

Planeta ta jest jak Uniwersytet Harvarda [renomowana uczelnia amerykańska], kształcący Praktyków Kreacji. I być tutaj w fizycznej postaci w tych czasach jest jednym z najwyższych zaszczytów, gdyż zachodzi tutaj łączenie w działaniu ducha i materii i przeżywa się tego rodzaju doświadczenia. Z tamtej strony, którą znam, wygląda to całkiem inaczej.  Mogę ci wytłumaczyć jak oni nas interpretują. Jest to dla nich czymś w rodzaju ‘reality show’. A to, co robimy ma wpływ też na nich. Jest to niczym zjawisko olbrzymiego oddźwięku. Gdy się w to wchodzi, wszystko okazuje się mikrokosmosem makrokosmosu.

Przyszłość, jaką widzę to niekoniecznie konkretne zdarzenia, gdyż chodzi tu o kolektywny aspekt. Widzę po prostu całkiem inny świat niż ten. Widzę ludzi bardziej współżyjących z przyrodą, rozumiejących tkwiącą w niej mądrość. Natura nigdy cię nie oszukiwała i nigdy tego nie zrobi. Ponieważ ona nie ma aspiracji do przejęcia władzy. Nie ma w niej żadnego tego rodzaju pragnienia. Ona tylko obficie daje. Poprzez to odkryjemy siebie. I, szczerze mówiąc, będzie to nic innego tylko piękno.

Nie czeka nas nic takiego jak fatum czy czarna rozpacz, strach i inne tego rodzaju rzeczy. Zapytaj się samej siebie: Dlaczego? Dlaczego otrzymujesz to [ponure zapowiedzi]?  Skąd to przychodzi? Czy to ty? Czy może jest to wpływ z zewnątrz?

Na zakończenie chciałabym powiedzieć: bądźcie świadomi, co rzutujecie na ten świat. Zawsze zważajcie na swoje myśli. I bądźcie łagodni i mili dla siebie. Naprawdę tylko to jest ważne.

Jestem tutaj teraz dzieląc się swoimi myślami, ponieważ słyszy się o młodym pokoleniu Kryształowych Dzieci i Dzieci Indygo, ale nie wiadomo, gdzie oni są. Otóż jesteśmy tutaj. I wasze dzieci już wiedzą o tym wszystkim. Chcę tym wystąpieniem również zainspirować innych. Jestem niemal jak pionier, który toruje drogę tym innym dzieciom do wystąpienia i dzielenia się swoją wiedzą.

Jednak nie chodzi tylko o te dzieci. To także wewnętrzne dziecko każdej osoby. Trzeba zrównoważyć nasz boski aspekt męski i żeński. Aspekt męski stanowił energię, która rządziła na tej planecie przez długi czas, a teraz żeńska energia zaczyna odbierać swoją władzę. Jednak nikt nie był upokorzony bardziej niż wewnętrzne dziecko. I teraz jest czas, by one wystąpiły na scenę.

Nawet w Biblii jest powiedziane: Tylko ten, kto posiada serce dziecka wstąpi do Królestwa. A także: Dziecko będzie przewodzić. Ja to rozumiem następująco. Dziecko jest jak nasze światło słoneczne. Wszak mówimy o naszych dzieciach: Jesteś moim słoneczkiem. Kiedy łączymy w sobie aspekt męski z żeńskim, następuje pokój. Z tą unią aspektów rodzi się dziecko. To z kolei wnosi w nasze wnętrze tak jasne światło, że...

Kiedy patrzę na gwiazdy, widzę odbicie – my też jesteśmy światłem w ciemnych miejscach. A gdy te wszystkie światła uznają się nawzajem, łączymy się w jedno i wygląda to jak jedno wielkie światło – jak słońce. Albo jak syn Boga. Powrót syna Boga.

Jest jeszcze jedna sprawa, którą chciałabym się podzielić. To postrzeganie Illuminati i innych sił, które wnoszą wiele niezgody. Chcą one wpoić przekonanie, że ludzkość to bezwartościowy kawałek węgla poddany skrajnemu gorącu i ciśnieniu. Ten żar i ciśnienie można przyrównać do Illuminati czy czegokolwiek innego, co wnosi niezgodę. Co się dzieje z węglem pod wpływem gorąca i ciśnienia? Staje się diamentem. Zatem oni robią nam przysługę, pomagając nam wkroczyć i odebrać naszą władzę. Jest w tym wielka siła motywująca, która działa jak alchemia, nawet jeśli ludzkość jest morzem potencjału i aby wyrosła do dorodnego stanu, potrzebuje mnóstwo rzuconego weń nawozu – łajna.

O Illuminati chciałabym też powiedzieć, że widzę ich jako łobuza w średniej szkole. Są oni bardzo niepewni i bardzo się boją – boją się bardziej nas, niż my ich. Dla mnie są oni jak ten Czarnoksiężnik z krainy Oz – są dymem i zwierciadłem, ‘wielcy i potężni.’ Ale jeśli dotrzeć do sedna sprawy, okaże się, że za kurtyną znajduje się słabowity staruszek.

[KMB, 2009.06.07]